Emi POV
Obudził mnie dźwięk smsa, którego wysłał Niall, napisał że właśnie wsiada do samolotu w Dublinie i odezwie się jak będzie już w swoim mieszkaniu, krótko mu odpisałam i rozejrzałam się po pokoju, Leny nie było już w łóżku. Poszłam do łazienki i opłukałam twarz, wyszłam z mojego pokoju i skierowałam się do kuchni, tam znalazłam moją zgubę pijącą kawę i przeglądającą coś w telefonie.
- Hej ranny ptaszku. - rzuciłam kradnąc łyka jej kawy.
- Hej, nie mogłam spać, nowe miejsce te sprawy. - wzruszyła ramionami - A Ty czemu już wstałaś?
- Niall obudził mnie smsem, zobaczyłam że Ciebie nie ma i postanowiłam dotrzymać Ci towarzystwa. - uśmiechnęłam się.
Zaczęłyśmy robić śniadanie dla wszystkich, w połowie naszej pracy nad kanapkami do kuchni wszedł Harry w samych bokserkach, typowe. Nalazł sobie kawy z dzbanka i usiadł przy stole, widziałam jak Lena starała się skupić na robieniu śniadania, ale trochę jej to nie wychodziło. Postawiłam kanapki na stole, na środku postawiłam talerzyki, kubeczki i sok pomarańczowy, miałam iść budzić mamę, ale akurat wpadłam na nią na korytarzu. Wszyscy razem usiedliśmy przy stole w kuchni i zajadaliśmy się śniadaniem.
- Jakie plany na dzisiaj? - spytałam.
- Myślałem, żeby zrobić sobie spotkanie świąteczne. Wiecie zaprosić chłopaków, moją mamę, obejrzymy jakiś film, zjemy coś, poznamy się. - odparł Harry.
- Świetny pomysł. - stwierdziła mama.
- O której przyjdą wszyscy? - rzuciłam.
- Myślę, że 16.00 będzie w porządku. - stwierdził, a ja przytaknęłam.
Harry powstawiał wszystkie naczynia do zmywarki, a ja i Lena poszłyśmy się ogarnąć do mojego pokoju. Koło 13.00 dostałam smsa od Nialla, że jest już w swoim mieszkaniu i będzie u Harrego koło 15.00. Założyłam gruby kremowy sweter sięgający mi przed kolano i do tego czarne rajstopy, Lena natomiast jeansy, białą bluzkę i granatową marynarkę. Nie mogłam się już doczekać kiedy przyjdzie Niall, chwilę po 15.00 usłyszałam dzwonek do drzwi, wystrzeliłam jako pierwsza i otworzyłam je, moim oczom ukazał się mój kochany blondyn z szerokim uśmiechem na ustach, wszedł do mieszkania z bukietem gerberów, odłożył je na szafkę, zdjął buty, odwiesił kurtkę i przyciągnął mnie do uścisku.
- Tęskniłem. - powiedział i złożył pocałunek na moich ustach.
- Ja też i to bardzo. - wtuliłam się w chłopaka, sięgnął po bukiet z szafki.
- Spodobają się Twojej mamie? - spytał i był wyraźnie zdenerwowany, nie byłabym sobą gdybym nie zrobiła czegoś głupiego.
- Niall czy to są gerbery? - zakryłam dłonią usta starając się nie roześmiać.
- Tak, a to źle? - spojrzał przestraszony.
- O mój boże, ona ma na nie uczulenie! - powiedziałam poważnie.
- O matko, może ja je wyrzucę? Nie miałem pojęcia, co ja narobiłem. - spanikował, a ja nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem, na co blondyn zastygł.
- Czy Ty mnie właśnie wkręciłaś? - widziałam, że był trochę wkurzony, ale iskierka rozbawienia błysnęła w jego oczach.
- Na pewno jej się spodobają. - zaśmiałam się i ruszyłam do salonu, a blondyn za mną.
- Jeszcze się z Tobą rozprawię. - powiedział dość cicho, ale ja i tak usłyszałam.
- Niall to moja mama, - wskazałam na kobietę na kanapie - a to Lena moja przyjaciółka.
- Miło mi panią poznać. - powiedział Niall wręczając jej kwiaty - Och, gerbery! Uwielbiam je. - odparła moja mama wąchając kwiaty, a Niall przymrużył oczy patrząc na mnie - Niall. - wyciągnął rękę do Leny.
- Lena. - ujęła jego dłoń i uśmiechnęła się.
- A teraz pozwólcie, że na chwilę zabiorę Emi bo muszę z nią pogadać. - powiedział Niall, złapał mnie za rękę i zaprowadził do mojego pokoju.
Jak tylko zamknął drzwi zaatakował moje usta, pocałunek był pełen tęsknoty mimo że rozłąka nie była wcale taka długa. Chwilę później siedziałam na nim okrakiem, na kanapie w moim pokoju, moje policzki piekły, jednak blondyn nie chciał odpuścić na co się śmiałam.
- Odegram się jak Ty będziesz poznawała moich rodziców. - pokręcił głową.
- Masz zamiar przedstawić mnie rodzicom? - pytałam rzeczywiście trochę zdziwiona.
- Jeśli tylko będziesz chciała. - speszył się, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
- Awww, zawstydziłeś się. - zaczęłam się droczyć, na co chłopak tylko przewrócił oczami.
- Mam coś dla Ciebie. - powiedział wyjmując pudełeczko z kieszeni marynarki i podając mi je.
- Niall nie musiałeś. - westchnęłam.
- Ale chciałem. - wzruszył ramionami i pocałował mój nos.
Otworzyłam pakunek i zobaczyłam piękną bransoletkę na materiałowym sznureczku, miała przywieszkę w kształcie serca na której wygrawerowane były nasze inicjały, od razu ją założyłam i przytuliłam chłopaka.
- Mój prezent dla Ciebie przy tym wygląda kiepsko. - skrzywiłam się.
- Cokolwiek by to nie było, na pewno mi się spodoba. - uśmiechnął się.
- Sam mówiłeś mi kiedyś, że strasznie podobają Ci się świąteczne swetry, ale nikt nigdy Ci takiego nie kupił więc, ... - przygryzłam wargę wyjmując pakunek z szafy.
- Kupiłaś mi sweter? - spytał zszokowany.
- Z reniferami, wiem że to jest żałosne. - westchnęłam siadając koło niego.
Chłopak dosłownie rzucił się na pakunek, rozrywając papier, wyciągnął materiał i rozłożył go przed sobą, dokładnie zlustrował granatowy sweter w białe renifery. Jego usta wykrzywiły się w szczerym uśmiechu, wstał, zdjął marynarkę i wsunął na siebie sweter, nigdy nie widziałam żeby ktoś ucieszył się tak prostym prezentem.
- Jest cudowny. - powiedział, przyciągając mnie do siebie i podnosząc do góry.
- Serio Ci się podoba? - uniosłam brew.
- Nie wiedziałem, że słuchasz mnie tak uważnie. Raz napomknąłem o nim kiedyś, nie myślałem że rzeczywiście kiedyś taki dostanę. - jego oczy błyszczały od podekscytowania.
- Niall, Emi reszta już przyszła, chodźcie! - krzyknął Harry.
Poszliśmy do salonu, gdzie Lena właśnie poznawała chłopaków, zaśmiałam się cicho na jej wielkie oczy i rozwarte usta, Niall objął mnie w talii od tyłu i położył głowę na moim ramieniu.
- O nasze gołąbeczki, tęskniłem za Wami. - zaśmiał się Lou rozkładając ramiona, więc podeszłam aby go przytulić.
- Też za Wami tęskniłam. - powiedziałam przytulając Liama.
Usiedliśmy z Niallem na kanapie, chwilę później dołączyła do nas jeszcze mama Harrego, od razu dogadała się z moją mamą i oczywiście zaczęły się ploteczki, rozmowy itd. Przełożyłam swoje nogi przez uda mojego chłopaka i wtuliłam się w jego bok, Louis włączył jakiś świąteczny film, spojrzałam na moją mamę która uważnie mi się przyglądała, uśmiechnęłam się co odwzajemniła, byłam pewne że razem z mamą Harrego obgadują mnie i Nialla. Liam pomógł Stylesowi i stolik w salonie był pełen słodkości oraz każdy kto miał ochotę miał w ręku kubek kakao, w tym i ja. Niall co chwilę karmił mnie piernikami i podkradał mi kakao, na co za każdym razem obrywał ode mnie w ramię. Jak dla mnie tak może być codziennie, wszyscy w komplecie, miła atmosfera i kubek kakao. Koło 22.00 chłopcy zaczęli się zbierać, wszyscy wrócili ze swoich domów dzisiaj i na pewno chcą odpocząć, pożegnaliśmy się, choć oczywiście Niall przedłużał wszystko nie chcąc mnie wypuścić z objęć. W końcu kiedy udało się odkleić ode mnie blondyna, sprzątnęliśmy salon, a ja dojadałam ostatnie pierniki kiedy usiadła obok mnie mama.
- Widzę, że jesteś tutaj szczęśliwa. - powiedziała z uśmiechem.
- Jestem. - westchnęła - Ale tęsknię za Tobą.
- Masz tutaj Nialla, świetny z niego chłopak. Po prostu widzę, że dorastasz, zaczynasz być niezależna od starej matki. - otarła łzę.
- Nie mów tak. - przytuliłam ją.
- Myślałaś o studiach w Londynie? - spytała.
- Tak, ale nie mów chłopakom, chce im zrobić niespodziankę. - uśmiechnęłam się.
- Kocham Cię skarbie. - szepnęła moja mama.
- Ja Ciebie też. - uścisnęłam ją mocniej.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejny w poniedziałek :3
Trochę przesłodzony ten rozdział chyba XD
Piękny ♥
OdpowiedzUsuń