piątek, 26 lutego 2016

10. Tego się nie spodziewałam.

*** 5 tygodni później ***
Aktualnie jesteśmy w stolicy Portugalii - Lizbonie, no może bardziej na jej obrzeżach. Przez ten cały czas mocno zżyłam się z chłopakami i muszę przyznać że takie życie w podróży z nimi jest wygodne. Najbardziej chyba zaprzyjaźniłam się z Niallem, ale chyba większość ma dość naszych często dziecinnych pomysłów. Już jest sierpień więc korzystam z cudownej pogody dopóki mogę, leżę na leżaku przy hotelowym basenie, a chłopcy grają w piłkę w wodzie, oczywiście owa piłka kilka razy przez przypadek wpadła na mnie. Leżałam na brzuchu słuchając muzyki i rozkoszując się przyjemnym słońcem które na szczęście nie paliło mojej skóry, nagle poczułam mokre ręce na mojej talii i drugą parę przy moich kostkach. Pisnęłam z przerażenia widząc tylko Liama z moją komórką i słuchawkami, który zwijał się ze śmiechu. Chwilę później moje rozgrzane ciało spotkało się z lodowatą wodą co nie było ani trochę przyjemne.
- Pogrzało Was do końca. - krzyknęłam wychodząc z basenu.
- Trochę Cię ostudziliśmy. - zaśmiał się Louis.
- Dziękuję za takie ochłodzenia, mogliście mi coś do picia przynieść. - burknęłam.
- To by było za proste i nie tak przyjemne. - wzruszył ramionami Harry.
- Ale patrz idzie ten dobry. - skomentował Lou, obejrzałam się za siebie i ujrzałam Nialla niosącego tacę z napojami.
- Coś się stało? Dlaczego Emi jest wściekła? - spytał zdezorientowany.
- Bo dwóch idiotów postanowiło mnie wrzucić do basenu z zimną wodą. - powiedziałam na co Niall przewrócił oczami, bo mimo naszych żartów wobec innych sobie nie dokuczaliśmy.
- Alex Twój telefon dzwoni! I to z tego co widzę Mel. - od razu ruszyłam w stronę Liama i wyrwałam mu telefon z ręki pospiesznie odbierając.
* Halo?
* Hej Alex!
* Hej Mel! Co u Ciebie? Jak się czujesz?
* Wszystko w porządku, ale tęsknie za pracą. Ale byłam dziś na USG.
* O mój Boże! Znasz już płeć dziecka?!
* Znam. Ale lepiej usiądź.
* Czyli chłopak?
* Lepiej Bliźniaki, chłopiec i dziewczynka!
* Tego się nie spodziewałam. 
* Muszę kończyć bo jedziemy do mojej mamy. Pa Emi i pozdrów chłopaków!
* Papa i przekażę pozdrowienia.
Wzięłam oddech, bo się trochę tego nie spodziewałam, spojrzałam na chłopaków którzy wyczekująco na mnie patrzyli na co krzywo się uśmiechnęłam.
- Czyli chłopak? WYGRAŁEM! FUCK YEA! - krzyczał Niall.
- Bliźniaki. - powiedziałam.
- CO?! - powiedzieli rozszerzając oczy.
- Bliźniaki. - powtórzyłam - Chłopak i dziewczyna. - Niall usiadł obok mnie.
- Czyli oboje wygraliśmy? - spytał.
- Na to wychodzi.  - powiedziałam.
- No to czas na farbowanko. - zaśmiał się Harry - Sam przecinałem zakład więc nie wywiniecie się, akurat dziś nie mamy koncertu.
- Świetnie. - westchnęliśmy na raz. 
Po obiedzie przyszła Lou i zajęła się naszymi włosami, moje niestety najpierw musiała rozjaśnić bo fiolet nie wszedłby na ciemne włosy. 
- Jesteście nieźle pogrzani. - skomentowała dziewczyna.
- Wiemy. - skomentowaliśmy na raz na co się zaśmiała.
Bałam się efektu koloryzacji, nigdy nie byłam przekonana do kolorowych włosów. Niall jako że miał krótsze włosy skończył wcześniej, ale siedział ze mną do końca. Muszę przyznać, że pasuje mu ten kolor, pasuje do jego szalonego charakteru. Gdy farba została spłukana, a Lou ułożyła mi włosy bałam spojrzeć się w lustro.
- I jak wyglądam? - spytałam Nialla, który parzył się na mnie intensywnie. - Niall halo?
- Co co? - spytał się chłopak potrząsając głową.
- Pytałam jak wyglądam, bo boję się spojrzeć w lustro. - powiedziałam unosząc brew.
- Świetnie, nie masz się czego bać! Pasuje Ci ten kolor. - uśmiechnął się szczerze i to mnie pocieszyło.
Niepewnie podeszłam do lustra i musiałam przyznać, że efekt był zniewalający! Mogłabym się przyzwyczaić do takiego koloru włosów na stałe. Zrobiłam sobie z Niallem selfie i wstawiłam na instagrama oznaczając go, fanki Nialla prawie rozniosły mój IG bo sypały się polubienia i komentarze, ale postanowiłam zignorować telefon. Poszliśmy pokazać się reszcie ekipy która także stwierdziła, że nam to pasuje. Dzisiejszym planem był wypad do klubu, dawno nie imprezowaliśmy bo chłopcy mieli nawał pracy. 
Dobiegała 20.00 więc postanowiłam się przyszykować, choć na szczęście nie zajmie mi to aż tak dużo czasu bo część rzeczy zrobiłam już wcześniej. Włosy miałam już ułożone więc zostało mi zrobić makijaż i dobrać ubrania, założyłam czarny luźny top, krótkie jeansowe spodenki i vansy, oczy podkreśliłam grubą kreską, a usta zostawiłam naturalne. Na moje szczęście idziemy do normalnego klubu, a nie do jakiegoś eleganckiego więc mogłam ubrać się na luzie. Punkt 21.00 odjechaliśmy z hotelowego parkingu i pół godziny później byliśmy na miejscu, oczywiście zostaliśmy wpuszczeni bez kolejki i dostaliśmy własną lożę. Postanowiłam, że nie będę piła dziś dużo bo chcę się wytańczyć za wszystkie czasy, zamówiłam sobie lekkiego drinka i sączyłam go, ale widziałam że chłopcy dziś będą szaleć. I nie myliłam się Liam wyszedł z Harrym i Lou koło 1.00 w nocy, ale ja chciałam jeszcze zostać więc obiecałam mu że zgarnę ze sobą Nialla który gdzieś zaginął w akcji. Świetnie się bawiłam, ale dochodziła już 2.30, a ja jeszcze musiałam poszukać Horana. Przy barze go nie było, na parkiecie też nie, po 15 minutach znalazłam go przy didżejce gdzie żywo dyskutował z jakimś chłopakiem który patrzył się na niego dziwnym wzrokiem. Widać było że Niall jest porządnie pijany co nie ułatwia mi zadania - świetnie! Podeszłam do niego i poinformowałam go że wracamy, na co zaczął coś bełkotać, poprosiłam żeby powtórzył, ale i tym razem nic nie zrozumiałam, dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się że chłopak nawija po hiszpańsku. Poinformowałam go że nie znam hiszpańskiego, ale dalej brnął w swoje i chyba po prostu zablokował się na co zaczęłam się panicznie śmiać. Złapałam go za nadgarstek i poprowadziłam do wyjścia z klubu, gdy byliśmy już na zewnątrz zadzwoniłam do Marka.
* Hej Mark przyjedziesz po mnie i Nialla? Mam mały problem bo Horan zablokował się lekko i mówi tylko po hiszpańsku.
* Za 15 min po Was będę. 
Oparłam się o ścianę i wciągnęłam zimne powietrze, czułam na sobie czyiś wzrok, spojrzałam się przed siebie, dosłownie kilka centymetrów ode mnie stał Niall uważnie mi się przypatrujący, powiedział coś czego oczywiście nie zrozumiałam i niespodziewanie wpił się w moje usta. Na początku będąc w szoku nie odwzajemniłam tego, ale nawet ta minimalna ilość alkoholu dodała mi pewności i oddałam po chwili pocałunek. Boże Emi co Ty robisz?! Całujesz się właśnie ze swoim najlepszym przyjacielem! Ale jego usta są takie miękkie i ciepłe, idealnie pasują do moich. Oderwaliśmy się od siebie z przyspieszonymi oddechami, a Niall przyciągnął mnie desperacko do uścisku, na szczęście chwilę potem przyjechał Mark i pomógł mi doprowadzić chłopaka do samochodu, gdzie Horan położył swoją głowę na moich kolanach, a ja bawiłam się jego włosami. Gdy dojechaliśmy na miejsce Mark zapewnił mnie że sam odstawi Nialla do łóżka, więc spokojnie mogłam wziąć szybki prysznic i wskoczyć do łóżka. Coś czuję, że jutrzejsze śniadanie będzie mocno niezręczne.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Taka niespodzianka z zakładem :3
Czekam na komentarze, bo chyba mam lekki kryzys z SoF :/
Jestem ciekawa Waszych opinii :)

wtorek, 23 lutego 2016

9.Wchodzisz w to blondi?

Lodowata woda spłynęła po mojej głowie i karku. Poderwałam się z łóżka piszcząc w niebo głosy, usłyszałam śmiechu obok siebie i zorientowałam się że to była jakże oryginalna zemsta Harrego i Louisa. Zmierzyłam ich wzrokiem i postanowiłam nie komentować ich zachowania, złapałam z szafy ubrania na dzisiaj i ruszyłam do łazienki która okazała się być zajeta. Po chwili wyszedł z niej Niall, który gdy mnie zobaczył tylko pokręcił głową.

- Harry i Louise? - spytał blondyn, na co tylko kiwnęłam głową i od razu weszlam do łazienki.

Po 30 minutach wyszłam ogarnięta i ubrana w podparte, czarne rurki i białą bokserkę. Poszłam do kuchni gdzie na stoliku były kanapki i karteczka "EMI poszlismy na spotkanie z menagerem, wychodzimy do centrum handlowego o 11.30. Smacznego xx". Zrobilam sobie kawę i ze smakiem zjadłam przygotowany posiłek. Punkt 11.30 zjawiłam się w holu na dole gdzie reszta na mnie juz czekała, plan był taki ze chłopcy będą podpisywać plyty, a ja z Mel i Lou - ich stylistyki - pójdziemy na zakupowe szaleństwo dla siebie i zespolu. Centrum było zatłoczone fankami One Direction przez główną alejkę prawie nie dało się przebić, jednak gdy udało nam się przedrzeć przez stado nastolatek z ulgą ruszyłyśmy szukać ciuchów. Najpierw obkupiłyśmy chłopakow, a potem ruszyłyśmy na nasze małe szaleństwo. Lou i Mel to świetne dziewczyny, pomagały mi wybrać ciuchy dopasowane do mojej figury. Kupiłam dwa luźne topy, jasne jeansy, ciepłą bluzę i piękną bordową sukienkę sięgającą do połowy uda, odcinającą się w talii. Całe zakupy zajęły nam ponad trzy godziny, ochroniarz zaprowadził nas do samochodów i wsiadłam do tego którym przyjechałam, po chwili dołączyli do mnie chłopaki i pojechaliśmy na arene. Jak zwykle zaczęli od próby dźwięku, a potem poszli się przygotowywać. Ja zaczęłam się wyglupiać i nagrywać chłopaków którzy to podchwycili i popisywali się przed obiektywem. Dziś podczas koncertu miałam stać z Mel pod samą sceną i mogłam wiec zobaczyć całe show z perspektywy fanek. Życzyłyśmy chłopakom powodzenia i ruszyłysmy na swoje miejsca. Punkt 20.00 pojawiło się intro i tuż po nim zespół wbiegł na scene i zaczeli śpiewać "clouds" piosenkę od której zaczynali każdy swój koncert. Juz rozpoznaje większość ich piosenek i mam swoich faworytow, gdy zabrzmiało "Litlle things", światła przygasły, a cała widownia rozbłysła lampami z komórek. Razem z Mel bujałyśmy się razem z melodią, śpiewając pod nosem słowa piosenki. Przy solówce Nialla zabrzmiały piski i krzyki z czego zaśmiałam się i spojrzałam na blondyna który również zaczął się śmiać. Koncert zakończył się chwile po 22.00, weszlam do ich garderoby i okazało się że jeszcze mają koło 5 spotkań z gankami. Położyłam się na wygodnej kanapie w kącie garderoby i przygladałam się piszczącym i szlochającym dziewczynom, niektóre dość dziwnie mi się przyglądały. Do hotelu dotarliśmy dopiero koło północy, opadlam na kanapę wzdychajac dość głośno.

- Jutro po koncercie robimy wypad do klubu. - zarządził Hazza.

- Jestem za! - krzyknął Lou.

- Chłopaki? Emi? - spojrzał na nas Harry.

- Czemu nie. - wyruszyłam ramionami, a Niall i Liam przytaknęli.

- To ustalone. - mój kuzyn klasnął w dłonie i wyszedł z salonu.

Przeciągnęłam się i czekając na wolną łazienkę włączyłam telewizor, akurat leciała powtórka jakiegoś serialu z którego prawie nic nie zrozumiałam.

***

- Emi, emi wstawaj. - usłyszałam głos przy moim uchu.

- Jeszcze 5 minut mamo. - mruknęłam.

- Mamą Twoją nie jestem i pięciu minut też Ci nie dam. - powiedział dobitnie męski głos.

- Ugh. - wydałam z siebie dziwny dźwięk i nakryłam się kołdrą.

- Sama tego chciałaś. - zaśmiał się chlopak, odkrył moją kołdrę i przerzucił mnie przez swoje ramię.

- Harry idioto odstaw mnie! - krzyknelam - A gdybym spała nago?

- To bym się mocno zdziwił bo Horan Cie wczoraj przenosił z kanapy do łóżka. - zaśmiał się.

- Bardzo śmieszne. - powiedziałam po czym pisnęłam bo zostałam rzucona na kanapę.

- Jak juz się obudziłaś to ogarnij się bo za niecałą godzinę wychodzimy. - powiedział Harry, a ja fuknęłam w jego stronę.

- Czyżby nasza księżniczka została brutalnie obudzona? - zaśmiał się Lou.

- Jak widać. - burknęłam.

Wstałam i bez słowa minęłam wszystkich i poszłam do łazienki się ogarnąć. Po 30 minutach stałam gotowa w salonie ubrana w jeansowe szorty, koszulkę z moim ukochanym zespolem, na nogach miałam białe, krótkie converse, a na nosie czarne ray-bany.

- Idziemy? - spytał Harry, na co tylko przytaknęłam. - Emi jesteś zła?

- Nie Harry. - westchnęłam - Po prostu jestem nie wyspana. - uśmiechnełam się do niego, bo taka była prawda.

- Idziemy na miasto zjeść śniadanie i potem na arenę bo dziś M&G jest przed koncertem. - powiedział kuzyn.

Wyszliśmy z hotelu i wsiedliśmy do przygotowanego juz vana, ogladałam przez okno tętniące życiem miasto. Dojechaliśmy pod nie wielką kawiarnie koło areny i zajęliśmy stolik w samym jej kącie. Zamówiłam gofra z owocami oraz karmelową frappe, dziś nie był mój dzień tęsknota za mamą, rodziną i Leną mnie dopadła. Jadłam w ciszy, gdy mój telefon zadzwonił i chyba ściągnęłam myślami mamę, przeprosiłam grzecznie i odeszłam od stołu.

• Cześć mamo! - powiedziałam z entuzjazmem.

• Część skarbie! Co u Ciebie?

• Tęsknie. - westchnęłam.

• Ja też tęsknie, ale cieszę się że spełniasz marzenia.

• Też się cieszę mamo, tylko dziwnie tu bez Ciebie.

• Dasz radę, bo jesteś silna. Zdałaś egzaminy, szlifujesz język i nim się obejrzysz będziesz w drodze na studia.

• Kocham Cie mamo.

• Ja Ciebie też skarbie, ale musze wracać do pracy. Pozdrów chłopaków buźka.

• Do usłyszenia.

Ta rozmowa podniosła mnie na duchu, wróciłam do stolika z humorem zmienionym o 180 stopni. Przekazałam chłopakom pozdrowienia i dokonczyłam swoja kawę. Dzisiejszy koncert rozpoczyna się o 18.00, wiec na arenie musimy być już koło 13.30. I tak się stało punkt 14.00 stylistyki krążyły wokół chłopaków dopasowując im stroje i czesząc ich. Gdy wszyscy juz byli gotowi zostało 15 minut do rozpoczęcia M&G, do garderoby chłopaków wpadła Mel której swoją drogą jeszcze dziś nie widziałam.

- Cześć wszystkim! - powiedziała z nadmiernym entuzjazmem.

- Hej. - odpowiedziałam jej i kilka głosów również.

- Mam dla Was dwie wiadomości dobrą i złą. - powiedziała dziewczyna.

- Dawaj najpierw złą. - powiedział Harry.

- Niestety dzisiejszy koncert jest moim ostatnim w tej trasie. - powiedziała, a mi zrobiło się smutno bo bardzo polubiłam Mel.

- Co?! Ale jak to? - krzyknął Louis.

- No to jest ta dobra wiadomość. - dziewczyna usmiechnęła się - Jestem w ciąży.

Od razu wszyscy poderwali się z miejsc by uścisnąć dziewczynę, przytuliłam ją jako pierwsza i pogratulowałam.

- Jak nic to będzie dziewczynka. - powiedziałam do Mel.

- No co Ty. Pff... Oczywistym jest że to będzie chłopak. - powiedział pewnie Niall.

- Taki pewny jesteś? To może się założymy? - zadrwiłam.

- Nie ma problemu. - przyjął wyzwanie.

- Okej. To w takim razie przegrany farbuje włosy na fioletowo. Wchodzisz w to blondi? - zaśmiałam się.

- Niall przemyśl to. - rzucił Liam.

- Wchodzę w to. - uścisnął moją rękę, a Harry przeciął zakład.

- Kiedy poznasz płeć dziecka? - spytałam Mel.

- Za jakieś 5 tygodni. - uśmiechnęła się.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bum, ale mamy zakladzik, jak myślicie kto wygra?

Przepraszam za błędy, ale piszę z telefony podczas okienka w szkole

You are my therapy || Niall Horan

 ♥ xx



niedziela, 21 lutego 2016

8.Wszystko jest w genach.

Kolejny dzień wyglądał podobnie, próba, przygotowania i koncert. Od razu po powrocie do hotelu zabraliśmy walizki i ruszyliśmy na lotnisko z którego wylatywaliśmy do Melbourne gdzie chłopcy mieli dwa kolejne koncerty. Lot był krótki bo trwał ok. 1,5 godziny więc nie opłacało się iść spać, siedziałam obok Nialla który dał mi jedną ze swoich słuchawek i słuchaliśmy razem muzyki przez całą podróż. Dotarliśmy do hotelu i udaliśmy się całą piątką na ostatnie piętro gdzie mieliśmy wspólny apartament. Wzięłam prysznic, życzyłam chłopakom dobrej nocy i poszłam spać.
Wstałam jako pierwsza, a przynajmniej tak mi się wydaje. Postanowiłam zrobić śniadanie dla wszystkich bo w apartamencie była normalna kuchnia, pokroiłam cebulę oraz kiełbasę, podsmażyłam je na patelni i wbiłam jajka robiąc ogromną porcje jajecznicy.
- Jeezuu! Harry czuję Twoją popisową jajecznicę z drugiego końca apartamentu. - usłyszałam Nialla i odwróciłam się w stronę drzwi, przez futrynę przeszedł blondyn który był w samych bokserkach, a jego włosy były potargane we wszystkie strony - Ooo hej Emi. - powiedział zdziwiony.
- Hej Niall. - uśmiechnęłam się i zachichotałam.
- To ja może umm pójdę się ubrać i wrócę Ci pomóc. - powiedział lekko speszony i wyszedł.
Wyłączyłam gaz pod patelnią i wyłożyłam talerze na wysepkę kuchenną, po chwili wrócił Niall, a ja poprosiłam go żeby obudził resztę. Rozłożyłam jajecznicę na talerze, postawiłam kubki, dzbanek z kawą i herbatą oraz pieczywo na środku wysepki, chłopcy jak na zawołanie weszli do kuchni zajmując miejsca na stołkach.
- Ta jajecznica jest tak dobra jak ta Harrego. - powiedział Lou z pełnymi ustami.
- A to jest wyczyn. - dodał Liam.
- Dlatego rano jak poczułem zapach, byłem pewny że to Harry robi śniadanie. - zaśmiał się Niall.
- Wszystko jest w genach. - skomentował Harry wypinając pierś.
I w takiej oto atmosferze zjedliśmy śniadanie, dzisiaj miał być dzień na odpoczywanie więc mieliśmy na krok nie ruszać się z hotelu, więc postanowiłam się ubrać typowo wygodnie. Wciągnęłam na nogi czarne legginsy, a przez głowę przeciągnęłam luźną miętową koszulkę opadającą z jednego ramienia, włosy związałam w kitkę i nawet nie nałożyłam grama makijażu. Zadzwoniłam do mamy, a potem do Leny opowiadając im co się działo w ostatnich dniach. Dodałam na instagram zdjęcie z wczorajszego koncertu chłopaków i postanowiłam dołączyć do nich w salonie. Lou i Niall grali w fifę na PS, Liam rozmawiał z kimś przez telefon, a Harry siedział i starał się zdenerwować Lou który i tak był wkurzony bo przegrywał jednym, przepraszam już dwoma golami z blondynem. 
- Harry do cholery, przez Ciebie blondi mnie ogrywa. - wydarł się Lou, a ja zaśmiałam się na przezwisko jakiego użył w stosunku do Nialla.
- Nudzi mi się Wy gracie, Liam gada przez telefon. - jęknął Hazz.
- O patrz Emi przyszła, poróbcie coś razem. - prychnął Lou.
Usiadłam koło kuzyna oddzielając go od Lou, rozmawialiśmy o wszystkim i niczym doslownie, potem dołączył do nas Liam. Zaczęłam bawić się telefonem i robić nam selfie, w końcu Niall i Lou kończyli grać i dołączyli do naszych wygłupów, miałam mnóstwo zdjęć z chłopakami. Koło godziny 15.00 postanowiliśmy zjeść obiad który zamówiliśmy do naszego pokoju, złapałam swoją porcję spaghetti a la carbonara i ze smakiem zjadłam. Po obiedzie Harry i Lou poszli do sklepu co coś na deser, Liam gdzieś zniknął, a ja i Niall siedzieliśmy na kanapie oglądając telewizję.
- Nudzę się. - jęknął blondyn.
- Ja też, ale nie marudzę. - zaśmiałam się.
- Zróbmy jakiś kawał reszcie. Cokoolwiek. - zaproponował.
- Okej. - poderwałam się z zapałem - Masz coś konkretnego na myśli?
- Wiem jak wrobić Lou, ale nie wiem jak Harrego. - stwierdził Niall.
- Idealnie bo ja mam pomysł na mojego kuzyna. - zatarłam ręce i wzięliśmy się z blondynem do roboty.
Zajadaliśmy lody które chłopcy kupili jako deser, kiedy Lou stwierdził że skończył swoją porcję poszedł szukać dalej czegoś słodkiego. Na moje i Nialla szczęście Louis złapał miskę z ciasteczkami które leżały na wysepce kuchennej, chłopak rozsiadł się na kanapie i wepchał do ust co najmniej 3 ciasteczka na raz. Rozgryzł je, a jego mina ze szczęśliwej zmieniła się w niezadowoloną i odrzucił miskę na kolana Liama i jak strzała pobiegł do łazienki, natomiast ja i Niall zwijaliśmy się ze śmiechu na kanapie. Payno wziął jedno ciasteczko z miski i powąchał je i sam zaczął się śmiać.
- O co Wam chodzi? - spojrzał zdziwiony Hazz.
- Ta dwójka zrobiła żart życia i zamiast kremu w tych ciastkach jest pasta do zębów. - Harry wybuchł śmiechem, a za chwilę do salonu wrócił Lou.
- Świetne żarty, mam nadzieję że to nie była moja pasta do zębów. - warknął Lou.
- Spokojnie Tommo była moja. - zaśmiał się Niall.
Gdy śmiechy w końcu się uspokoiły zaczęliśmy oglądać jakąś głupią komedie, a moje nogi wylądowały na udach Nialla, blondyn błądził palcami po moich nogach co mnie bardzo relaksowało. Bawiłam się telefonem więc postanowiłam wysłać snapa, wiedziałam że Lena od razu zareaguje i nie myliłam się bo chwilę później dostałam wiadomość od niej.
* Na kim Ty dziewczyno trzymasz nogi?!?
* Hhahaha hej tak w ogóle :D
* Emii nie zmieniaj tematu!
* Niall xD
* Coś się szykuje? *smirking emoji*
* Leenaa! To przyjaciel ... Podmieniliśmy dziś Lou krem w ciastkach na pastę do zębów :D
* Yyhmm jaaasne, a ja jestem królową Anglii.
* Wasza wysokość?
* Hahaha 
Pisałyśmy jeszcze dłuższą chwilę, nawet nie zauważyłam kiedy film się skończył. W salonie zostałam tylko ja i Niall na którym trzymałam dalej nogi i który jak się okazało zasnął. Nagle z łazienki dobiegł donośny krzyk, blondyn poderwał się ze swojego miejsca zrzucając mnie na podłogę na co jęknęłam. Do pokoju wszedł Harry który miał całe włosy i twarz w mące, tak wsypaliśmy z Horanem mąkę do suszarki. Znowu wybuchliśmy salwą śmiechu i przybiliśmy sobie piątkę.
- Rozumiem że to Wasza sprawka, że moje włosy wyglądają jak kiepskie naleśniki?! - zarzucił Hazza.
Na komentarz Harrego zaczęliśmy śmiać się jeszcze bardziej, mój kuzyn wkurzył się na to i wrócił do łazienki zostawiając nas turlających się po podłodze. Stwierdziliśmy z Niallem, że przydałoby się zjeść kolacje więc Horan w ramach podziękowania za śniadanie zrobił ten posiłek. Popisowym daniem blondyna okazała się mieszanka różnych warzyw w ostrym sosie curry i muszę przyznać że chłopak całkiem nieźle gotuje. Niall opowiadał mi o swoim dzieciństwie w Irlandii i o swojej rodzinie, o tym że przez x-factora zerwał ze swoją dziewczyną, ale chyba wyszło im to na lepsze. Nim się obejrzeliśmy była godzina 2 ♥ 0, a kolejny dzień zapowiadał się dość ciężko bo chłopcy mają w południe podpisywanie płyt w galerii handlowej, a potem jeszcze koncert i spotkanie z fanami. Jako że chłopak to straszna gaduła to siłą wypychałam go z kuchni i przepychając się po drodze rozeszliśmy się do swoich pokojów. Przebrałam się w piżamę, po czym z telefonem i słuchawkami ułożyłam się w miękkim łóżku, ściągnęłam na telefon muzykę chłopaków bo stwierdziłam, że głupio tak chodzić na koncerty i nie znać słów piosenek. Włączyłam playlistę i położyłam się na boku, myśląc o tym że Niall jest świetnym przyjacielem na którym serio można polegać i z którym na pewno nigdy nie będę się nudzić.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ta dam :D YAMT i SoF jednego dnia? :D Szał ciał ^^
Korzystając z niedzieli postanowiłam (mam nadzieję) zrobić Wam przyjemność.
Od jutra niestety wracam do szkoły po prawie 4 tygodniowej przerwie :o
Zajrzyjcie do You are my therapy bo dziś tam też pojawił się nowy rozdział :3
I dziękuję za 160 wyświetleń :3
I będę wdzięczna za jakąś wstępną opinie w kom na temat tego ff :)
Buziaki ♥ xx

czwartek, 18 lutego 2016

7.Czemu masz na sobie koszulkę Nialla?

Następnego dnia obudziłam się z okropnym bólem głowy, podniosłam się z łóżka i zauważyłam leki przeciwbólowe i butelkę wody na szafce nocnej. Wzięłam tabletki i popiłam jeszcze chłodną wodą która dała mi częściowe ukojenie, potem wzięłam zimny prysznic. Zrobiłam makijaż który zakrył w jakimś stopniu moje zmęczenie, głowa nie bolała mnie już tak bardzo. Ubrałam na siebie białą koszulę bez rękawów, która na dole była zawiązana w supeł i odsłaniała kawałek mojego brzucha, do tego wciągnęła krótkie, jeansowe spodenki, na stopach wylądowały bordowe vansy, a na nosie czarne ray-bany. Wyszłam ze swojego pokoju do wspólnego salonu gdzie Harry i Niall siedzieli przed telewizorem i oglądali telewizję.
- Hej. - powiedziałam.
- O hej! Świetnie, że wstałaś idziemy na śniadanie. - poderwał się Harry i wyszliśmy na korytarz, mój kuzyn wszedł do pokoju reszty zespołu, a ja i Niall czekaliśmy na korytarzu.
- Jak się czujesz? - spytał blondyn.
- Lepiej, dzięki za wczoraj. - powiedziałam speszona.
- Nah. - machnął ręką - W końcu przyjaciele muszą się wspierać. - uśmiechnął się szeroko, co odwzajemniłam.
Gdy usłyszałam od Nialla, że jesteśmy przyjaciółmi zrobiło mi się miło. W pewnym sensie chłopaki teraz zastępowali mi moją starą ekipę, moje rozmyślania przerwał Harry ogłaszający że możemy iść na śniadanie. Zamówiłam sobie omlet z syropem klonowym, co w stosunku do chłopaków było niewielkim śniadaniem. Ja się pytam jak można tyle jeść i dalej być tak szczupłym?! Po posiłku pojechaliśmy na stadion na którym chłopaki będą dawali koncert, żeby zobaczyć jak wygląda scena itp. 
Pod stadionem było sporo fanek, one przewidziały że chłopcu tu dziś przyjadą czy jak? Na szczęście wjechaliśmy do podziemnego garażu, ja poszłam do garderoby chłopaków,a oni wyszli przed arenę porozdawać trochę autografów. Siedziałam na kanapie, popijając kawę i grzebiąc w komórce, wysłałam snapa z garderoby chłopaków, momentalnie otrzymałam odpowiedź od Leny która była tym bardziej podekscytowana niż ja. Zatraciłam się w przeglądaniu facebooka, nagle usłyszałam donośny krzyk tuż obok mojego ucha na co, aż poskoczyłam w miejscu i wylałam na siebie kawę, poderwałam się i zobaczyłam śmiejącego się ze mnie Niala, który leżał na podłodze.
- Niall Ty głupku! - krzyknęłam zirytowana - Przez Ciebie mam zalaną całą koszulę. - sięgnęłam po chusteczki i starałam się to wytrzeć, ale to było na nic - Mieliśmy od razu stąd iść zobaczyć miasto! Co ja teraz zrobię? 
Wkurzyłam się, bo Niall dalej się śmiał, odwróciłam się na pięcie i wyszłam z garderoby, starałam się znaleźć chłopaków jednak na marne. Wyszłam na świeże powietrze i zapaliłam papierosa, może i zareagowałam zbyt gwałtowanie, ale do cholery mam białą koszulę plus jeszcze cała się lepie od słodkiej kawy. Po spaleniu fajka, zaczęłam chodzić po całym obiekcie i dotarłam do sceny, usiadłam na jednym z podestów mając nadzieję że ktoś mnie tu znajdzie. Po chwili usłyszałam za sobą kroki, odwróciłam się i zobaczyłam Nialla z skruszałą miną, chłopak podszedł i usiadł obok mnie.
- Emi przepraszam. - powiedział spuszczając głowę - To miał być tylko żart, nie myślałem w tamtym momencie.
- Nie ma sprawy Niall, ja też źle zareagowałam. - przyznałam.
- Trzymaj. - podał mi rzeczy złożone w kostkę - To ręcznik żebyś mogła zmyć z siebie tą nieszczęsną kawę i moja koszulka na zmianę.
- Skąd masz tu koszulkę? - zapytała zdziwiona.
- Przyjechała nasza stylistka z rzeczami więc od razu wziąłem jedną dla Ciebie. - odparł.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się - Zaprowadzisz mnie do garderoby? Bo raczej się tu zgubię sama. - zaśmiałam się.
- Jasne. - podał mi rękę pomagając wstać i poszliśmy do garderoby.
Od razu w łazience zdjęłam koszulę i zmoczyłam ręcznik wycierając brzuch dokładnie z kawy, po czym założyłam koszulkę Nialla. Była to biała koszulka Ramones, trochę na mnie za duża, mówiąc trochę mam na myśli że kompletnie zakrywała moje spodenki. Wyszłam z łazienki i zobaczyłam w garderobie całą ekipę, która momentalnie spojrzała się na mnie.
- Czemu masz na sobie koszulkę Nialla? - spytał Lou.
- Bo myślał że zabawnie będzie mnie przestraszyć, a ja wylałam kawę na siebie. - westchnęłam - Więc Niall dał mi ręcznik i czystą koszulkę. - wzruszyłam ramionami.
- Okej. To co idziemy pozwiedzać? - spytał Harry, na co wszyscy przytaknęli.
Zwiedzanie minęło w miarę spokojnie, oczywiście nie obeszło się bez zaczepiania fanek, ale nie było to aż tak uciążliwe. Wracaliśmy do hotelu vanem, a mi przypomniało się że już dostępne są wyniki moich egzaminów. Cały stres do mnie wrócił i aż cała chodziłam co nie uszło uwadze chłopaków.
- Emi wszystko ok? - spytał Harry.
- Umm ... muszę sprawdzić wyniki egzaminów jak tylko dojedziemy do hotelu. - mruknęłam.
- Jakich egzaminów? - spytał Liam.
- Na studia, jeśli któregoś nie zdałam będę musiała wrócić w sierpniu do domu i poprawiać go. - sama ta myśl mnie przeraziła.
- Na pewno będzie wszystko w porządku. - uśmiechnął się Lou.
Gdy tylko weszliśmy do hotelu, wystrzeliłam do naszego pokoju i sięgnęłam po laptopa, weszłam na odpowiednią stronę i wyjęłam z portfela karteczkę z danymi do zalogowania. Trzęsącymi palcami wpisywałam odpowiednie literki i cyferki, nawet nie usłyszałam kiedy Harry i Niall weszli do pokoju. Wcisnęłam enter i zamknęłam oczy, wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na ekran, na chwilę zamarłam, po czym wydałam z siebie donośny pisk i rzuciłam się w objęcia chłopaków.
- I jak Ci poszło? - spytał Niall.
- Zdałam wszystko! I do tego matematykę aż na 92%! - krzyknęłam.
- To świetnie! W takim razie idziemy dziś świętować. - odparł Harry - Ale tylko do hotelowego baru bo jutro mamy koncert. - dodał.
Poszłam wziąć szybki prysznic, ubrałam się w czarne podarte rurki, granatową bluzkę w białe gwiazdki i białe air force'y. Zwolniłam łazienkę, a w swoim pokoju poprawiłam makijaż. Gdy już wszyscy byliśmy gotowi poszliśmy najpierw zjeść obiado - kolacje. W barze posiedzieliśmy do 1.00 w nocy rozmawiając, śmiejąc się i popijając drinki, po czym rozeszliśmy się do swoich pokojów. 
***
- Emi wstawaj. - usłyszałam cichy głos.
- Juuż, juuż. Która godzina? - zapytałam jeszcze nie przytomna.
- Prawie 11.00, musimy zjeść śniadanie i się ogarnąć, bo musimy być koło 14.00 na stadionie zrobić próbę dźwiękową. - rozpoznałam głos Nialla i niechętnie zwlokłam się z łóżka.
Punkt 14.00 byliśmy na arenie, w czasie próby dźwiękowej chłopcy się wygłupiali, a ja z nimi. Poznałam też Paula ich menadżera który okazał się bardzo przyjazną osobą, chociaż jego wygląd na to nie wskazywał. Koło 16.00 weszliśmy wszyscy do garderoby i zaczęły się wielkie przygotowania, chaos przy nich panujący był nieprawdopodobny, jak widać ciężko jest zapanować nad czwórką chłopaków którzy mają milion pomysłów na minutę. Ja przez ten cały czas siedziałam na kanapie grając w gry wideo z każdym po kolei kto akurat miał chwilę czasu. O 18.30 wszyscy byli gotowi i trwały ostatnie poprawki, słychać było fanki które aktualnie oglądały support. 
- Chodź Emi będziesz oglądała wszystko z boku sceny. - powiedział Harry i zaprowadził mnie w odpowiednie miejsce.
Patrzyłam na chłopaków którzy stali już gotowi do wyjścia na scenę, każdy z nich miał mikrofon, a Niall dodatkowo gitarę elektryczną. Zaczął się filmik zapowiadający ich koncert, a krzyki fanów były niesamowicie głośne, pełni energii wręcz wybiegli na scenę. Przez kolejne dwie godziny zabawiali fanów śpiewając i wygłupiając się, widziałam że bawili się świetnie tak samo jak widownia. Muszę przyznać, że ich piosenki wpadają w ucho - zarówno te żywsze jak i ballady. Zeszli ze sceny widocznie zmęczeni, ale szczęśliwi.
- O tak panowie tego mi brakowało. - krzyknął Louis.
- Mi też. - przyznał Liam.
- Super występ chłopaki. - uśmiechnęłam się do nich.
- Cieszymy się że Ci się podobało. - odparł Harry - Mamy nadzieję, że będziesz nam towarzyszyła przy kolejnych. 
- Jak najbardziej! - odpowiedziałam z entuzjazmem.
Wróciliśmy do hotelu koło 22.00, chłopcy od razu ruszyli pod prysznic. Przez emocje które były we mnie dzisiejszego dnia w ogóle nie odczuwałam zmęczenia, ale widziałam że Niall i Harry byli padnięci, życzyłam im dobrej nocy, a sama jeszcze weszłam na facebooka, twittera i całą resztę. Koło północy poczułam znużenie i postanowiłam iść spać.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Późno bo późno, ale mam dla Was kolejny rozdział SoF :3
Jestem wdzięczna za wszystkie gwiazdki i komentarze ♥
Zapraszam jak zwykle na You are my therapy || Niall Horan moje pierwsze ff :3

poniedziałek, 15 lutego 2016

6. Louis do cholery gdzie Ty jesteś?

*** tydzień później *** 
Dziś już 28 czerwca co oznacza, że ruszamy w trasę! Nie mogę uwierzyć że już minął miesiąc od kiedy jestem w Londynie, z dnia na dzień przekonuję się że mogłabym tu zostać na zawsze. Trasa chłopaków zaczyna się od Australii, więc czeka nas męcząca podróż, ale za to będzie tam cieplutko! Pierwsze dwa koncerty odbędą się w Sydney, w czasie wywiadów czy prób chłopaków ja będę mogła trochę pozwiedzać. Spakowałam swoją torebkę sprawdzając dokładnie czy na pewno wszystko zabrałam ze sobą, Harry pomógł zanieść mi walizki na przedpokój skąd weźmie je ochroniarz i spakuje do samochodu. Wysłałam mamie i Lenie wiadomości o której wylatuję i że dam znać jak będziemy na miejscu. Ubrałam czarne jeansowe szorty, białą zwiewną koszulę z rękawem 3/4 i czarne vansy do tego, uzupełniłam wszystko okularami przeciwsłonecznymi i razem z Harrym ruszyliśmy do garażu. Po 45 min dotarliśmy na lotnisko i zostaliśmy skierowani do prywatnej poczekalni, do odprawy mieliśmy jeszcze 2 godziny, przyjechaliśmy wszyscy wcześniej bo chłopaki woleli uniknąć tłumu fanek. Harry z Niallem i Liamem rozmawiali na nieznane mi tematy, natomiast Lou smacznie spał na swoim siedzeniu, ja przeglądałam spokojnie twittera i instagrama, plus oczywiście wysłałam snapa. Nagle ktoś potrząsnął moim ramieniem, podniosłam głowę i zobaczyłam Nialla który przykładał palec wskazujący do ust dając mi znać że mam być cicho i iść za nim, patrzyłam tylko jak Harry i Liam chowają nasze wszystkie bagaże do łazienki podłączonej pod poczekalnie. Cała nasza czwórka wyszła przed pomieszczenie gdzie stał Mark - nasz ochroniarz.
- Gdzie się wybieracie? - spytał unosząc brew.
- Chcemy wrobić Louisa. - szepnął konspiracyjnie Niall.
- Wstawiliśmy wszystkie walizki do łazienki. - powiedział Liam.
- A ja przestawiłem mu zegarek w telefonie tak żeby myślał, że w tym czasie powinniśmy mieć przesiadkę w Singapurze. - pochwalił się Harry.
- Genialne! - pisnęłam.
- Emi teraz Twoja część planu. - powiedział poważnie Niall - Musisz zadzwonić do Lou i zapytać się gdzie się podziewa bo zaraz wylatujemy z Singapuru, jak któryś z nas by zadzwonił mógłby ogarnąć że to żart, więc wszystko w Twoich rękach. - poklepał mnie po plecach blondyn.
Wybrałam numer do Lou i czekałam, aż odbierze.
* Halo? - mruknął chłopak zaspanym głosem.
* Louis do cholery gdzie Ty jesteś? Za 15 min wylatujemy z Singapuru, a Ty gdzieś się włóczysz? -
* Zaraz że co?! - krzyknął spanikowany.
* Lou gdzie Ty jesteś? - spytałam poważnie.
* Cholera na lotnisku w Londynie, kurwa czemu mnie nikt nie obudził!  
Usłyszeliśmy tylko jak za drzwiami chłopak z hukiem wstaje z miejsca i biegnie, wyleciał przez drzwi prawie potykając się o własne nogi, a my już nie wytrzymaliśmy ze śmiechu. Niall dosłownie turlał się po podłodze i nawet Mark cicho się śmiał. 
- Zabiję Was kiedyś! - warknął Lou - Prawie na zawał padłem! - krzyknął, a my dalej nie mogliśmy przestać się śmiać w końcu Lou sam nie wytrzymał i zaczął śmiać się z nami.
W końcu przeszliśmy przez odprawę i weszliśmy do samolotu, miałam miejsce przy oknie obok mnie był Niall, a za nim Harry. Długo z Horanem rozmawialiśmy na najróżniejsze tematy, aż w końcu oboje poczuliśmy zmęczenie, Niall zaproponował mi jedną słuchawkę którą oczywiście przyjęłam i usłyszałam mój ukochany zespół - Arctic Monkeys. Zostaliśmy obudzeniu tuż przed lądowaniem w Singapurze, tam mieliśmy prawie 1,5 godziny przerwy którą spożytkowaliśmy na posiłek i pogaduchy, chłopcy mniej więcej opowiedzieli mi gdzie po kolei kiedy będą przerwy na powrót do Londynu i jak wyglądają ich koncerty. Po ich opowieściach nie mogłam się doczekać, aby zobaczyć jeden z nich bo z tego co mówili jest to jedno wielkie show na którym zarówno oni jak i fani bawią się doskonale. Gdy kierowaliśmy się do samolotu nie obyło się bez dopiekania Louisowi czy na pewno jest koło nas i wsiada do samolotu, zajęliśmy poprzednie miejsca i wystartowaliśmy w dalszą drogę. Nie mogłam już zasnąć więc zabrałam się za oglądanie filmów z Harrym i Niallem i oczywiście nie obyło się bez salw śmiechu i miliona komentarzy.
Reszta podróży minęła spokojnie i odetchnęłam z ulgą gdy wylądowaliśmy w Sydney, miałam już serdecznie dość tej podróży i jedyne o czym marzyłam to prysznic i wygodne łóżko. Gdy dojechaliśmy do pokoju podzielili nas na pokoje w jednym byłam ja, Harry i Niall, a w drugim Lou i Liam, pierwsze co zrobiłam to wyciągnęłam piżamę z walizki i poszłam pod prysznic. Dokłanie się wykąpałam, zmyłam makijaż i założyłam piżamę którą były bawełniane krótkie szorty i koszulka na ramiączkach. Wychodząc z łazienki poczułam cudowny zapach jedzenia, chłopaki zamówili makaron z kurczakiem i pesto, który swoją drogą był pyszny. Najedzona i czysta życzyłam chłopakom dobrej nocy i poszłam spać.
***
Obudziłam się w środku nocy, od czasu śmierci ojca raz na jakiś czas mam napady lękowe zazwyczaj jak dzieje się coś stresującego. Ostatni napad miałam w przeddzień pierwszego egzaminu i było to prawie 2 miesiące temu, jutro powinny być wyniki wszystkich egzaminów więc stres znowu wrócił. Wyjęłam paczkę papierosów, wyszłam na balkon i usiadłam na chłodnych płytkach, odpaliłam fajka i zaciągnęłam się uspokajającą nikotyną, oddychałam głęboko starając się uspokoić. Usłyszałam skrzypnięcie drzwiami i szybko się obejrzałam, stał w nich Niall. Odwróciłam wzrok znowu zaciągając się papierosem, słyszałam zbliżające się się kroki podniosłam wzrok i zobaczyłam blondyna siadającego na przeciwko mnie. Siedzieliśmy w głuchej ciszy dopóki nie skończyłam palić, przez ten cały czas czułam na sobie jego wzrok.
- Emi wszystko okej? - spytał niepewnie, na co wzruszyłam ramionami - Chcesz o tym pogadać? - chwilę się zastanawiałam czy powinnam, aż tak zaufać blondynowi.
- W stresowych sytuacjach miewam napady lękowe, często w nocy. - mruknęłam.
- Czymś się stresujesz? 
- Wynikami egzaminów, jutro powinny być dostępne jakoś wieczorem. - westchnęłam.
- Skąd się wzięły te napady? - zapytał delikatnie - Jeśli oczywiście mogę spytać. - mimowolnie z moich oczu poleciały łzy, widziałam tylko zamazaną sylwetkę Nialla która podniosła się ze swojego miejsca, po czym poczułam jak siada obok mnie i oplata ramionami - Przepraszam nie powinienem pytać.
- Nie Niall, miałeś prawo. - powiedziałam pociągając nosem - Mam je od śmierci ojca.  - chłopak nic nie powiedział tylko objął mnie mocniej.
Łzy swobodnie spływały po moich policzkach, ale poczułam wewnętrzną ulgę ponieważ nikt oprócz mamy nie wiedział o moich napadach. Bałam się że gdy ktoś się dowie uzna mnie za wariatkę i odrzuci, a tymczasem siedzę w środku nocy na balkonie z chłopakiem którego znam zaledwie miesiąc, z chłopakiem który nie odrzucił mnie mimo że poznał moją historię, czułam że jest kimś komu mogę zaufać, że jest godny na nazwanie go przyjacielem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Niespodzianka!
W ramach wynagrodzenia mojej nieobecności mam tutaj jeszcze jeden rozdział :3
Liczę na komentarze ^^
Jutro prawdopodobnie kolejny rozdział YAMT || Niall Horan :3

niedziela, 14 lutego 2016

5. Przedstawienie czas zacząć.

***3 tygodnie później***
Ostatnie tygodnie spędziłam praktycznie z chłopakami w studiu ponieważ kończyli nagrywać swoją płytę, został tydzień do wyjazdu w trasę co oznacza że dziś kończę 18 lat! Jestem mega podekscytowana, dziś mamy iść do klubu i wybawić się za wszystkie czasy, ale jest jeden szczegół którym denerwujemy się wszyscy, dziś Niall i Lea mają się rozstać. Od kiedy mieszkam z Harrym chłopaki siedzą tu praktycznie cały czas i bardzo się z nimi zżyłam. 
Obudziłam się dość późno bo o 11.00, wykąpałam się po czym założyłam brzoskwiniową sukienkę na szerokich ramiączkach która sięga mi do połowy uda. Pogoda rozpieszczała nas jak na Anglię, od prawie tygodnia jest po prawie 30 stopni. Gotowa poszłam do kuchni gdzie zastałam rozgadanych chłopaków, którzy od razu rzucili się na mnie z urodzinowymi życzeniami, jako ostatni składał mi życzenia Harry.
- Wszystkiego najlepszego, żeby cały ten wyjazd był dla Ciebie przygodą którą zapamiętasz do końca życia, ale tego wieczoru nie musisz pamiętać. - rzucił Hazza na co wszyscy się zaśmialiśmy - A tu taki mały prezent od nas bo myślę że przyda Ci się w trasie. - podał mi spore pudełko owinięte tęczowym papierem.
- Nie musieliście! Dziękuję Wam! - powiedziałam i zaczęłam odpakowywać prezent którym okazał się MacBook Air - Oszaleliście do końca! - pisnęłam.
- Będziesz się mogła kontaktować z mamą przez Skype i ze swoimi znajomymi, przyda się kiedy my będziemy na jakimś wywiadzie albo coś. - przekazał mi Harry.
Potem wszyscy razem zjedliśmy pyszne śniadanie które zrobił sam Niall, wyglądał na bardzo wyluzowanego i szczęśliwego jakby w ogóle się nie przejmował dzisiejszym dniem. Po posiłku chłopcy rozeszli się do domu, a ja od razu odpaliłam nowe cacko. Pierwsze co zrobiłam to zadzwoniłam na Skype do mamy, odebrała po chwili i była bardzo zadowolona, że mogła porozmawiać ze mną i Harrym. Potem zadzwoniłam do Leny która była blisko utraty przytomności gdy Hazz usiadł obok mnie i pomachał do niej, moja przyjaciółka jak to ona złożyła mi bardzo ckliwe życzenia przez które prawie się popłakałam, oczywiście kazałam Lenie wszystkich ode mnie pozdrowić. Na koniec sprawdziłam facebooka i odpisałam na parę wiadomości.
- Szykuj się młoda. - rzucił Harry.
- Po pierwsze jestem młodsza tylko o rok, a po drugie dopiero 13 gdzie mam się szykować? - spytałam.
- Dziś zrobi Cię na bóstwo nasza stylistka, ale wcześniej jedziemy do galerii kupić Ci jakąś wystrzałową sukienkę którą powalisz pół klubu na kolana i nawet nie próbuj protestować bo to będzie Twój drugi prezent tylko ode mnie. - zarządził.
- Tylko wezmę skórę i jakąś torebkę. - uśmiechnęłam się.
Pół godziny później byliśmy w centrum handlowym i to w jego droższej części, czułam się mocno nieswojo, ale Harry zapewniał mnie że tutaj znajdziemy coś idealnego dla mnie. Byłam po przymierzeniu już kilku sukienek, ale Harry "perfekcja" Styles ciągle twierdził, że to jeszcze nie to. Już wręcz siłą zaciągnął mnie do Diora, wszystko wręcz krzyczało "kosztuje więcej niż kiedykolwiek miałaś". Niepewnie chodziłam między półkami, gdy przede mną wyskoczyła ekspedientka.
- W czym mogę pomóc? - spytała uprzejmie, a ja nie wiedziałam co powiedzieć na szczęście Harry mnie uratował.
- Szukamy czegoś na wyjście do kluby dla jubilatki. - wskazał na mnie.
- Coś klasycznego? Czy bardziej odważnego? 
- Pośrednio. - odparł Harry, a kobieta zaczęła mierzyć mnie, mogłoby się wydawać że zna na pamięć każdą kreacje w tym sklepie.
- Wiem! - klasnęła w ręce i ruszyła do odpowiedniego wieszaka - Będzie idealna.
Kobieta podała mi piękną, choć trochę krótką czarną sukienkę obszytą koronką, na plecach miała rozcięcie w kształcie litery "v" i była na grubszych ramiączkach. Gdy przymierzałam sukienkę, ekspedientka dorzuciła mi srebrne, średniej wysokości szpilki. Ubrana w sukienkę i buty wyszłam pokazać się kobiecie i mojemu kuzynowi, ekspedientka uśmiechnęła się i klasnęła w dłonie, a Hazza aż szerzej otworzył oczy.
- Mamy zwycięzcę! - zaśmiał się Harry. 
- Wygląda Pani powalająco. - skomplementowała mnie kobieta.
Czułam się dosłownie jak milion dolarów. Przebrałam się w moje ubrania w tym czasie Harry zapłacił za ubrania i pojechaliśmy do stylistki. Tam zostałam kompletnie dopieszczona, paznokcie miałam pomalowane na srebrno do butów, włosy falami opadały na moje ramiona, a oczy były przepięknie pomalowane na smoky eyes. Punkt 20:30 wsiedliśmy z Hazzą do tego samego vana co ostatnio, mieliśmy podjechać po Liama i Louisa bo Niall musiał się pojawić w klubie w tym samym momencie co Lea. O 21.00 podeszliśmy do loży gdzie siedział już Niall, przywitał się ze mną uściskiem i przedstawił mi swoją "towarzyszkę", która nie spojrzała na mnie zbyt przyjaźnie, ale jakoś mnie to nie ruszyło ponieważ to ja dzisiaj świętuję. Złożyliśmy zamówienie na alkohol i czekaliśmy w loży rozmawiając na różne tematy.  Dostałam pysznego i dość mocnego kaktusowego drinka, ale dziś mogę szaleć i nawet się upić. W trakcie gdy piłam drugiego drinka rozmawiając z Liamem i Lou, Niall i Lea wstali i odeszli od loży, spojrzałam na zegarek który wskazywał 23.00.
- Przedstawienie czas zacząć. - zaśmiał się Louis.
- Jak to przedstawienie? - zdziwiłam się.
- No wiesz musi huczeć w mediach, że się rozstali i to Niall musi zerwać. Jestem ciekawy co wymyślili tym razem. - westchnął Liam.
Media to gówno, nie chciałabym chyba być osobą publiczną, widzieć swoją twarz w gazetach po chociażby najmniejszym wybryku. Po dopiciu drinka czułam że jestem już lekko wstawiona, to był czas by ruszyć na parkiet, moje ruchy były odważniejsze niż zwykle. Tańczyłam z kilkoma facetami, ale jako że był to elegancki taniec był przyzwoity co bardzo mi się podobało. Przez chwile w tle było słychać zamieszanie po czym zauważyłam Nialla idącego lekkim krokiem w stronę loży, postanowiłam odpocząć od tańca i dosiąść się do reszty. Akurat gdy usiadłam zamawiali napoje, więc poprosiłam o mojito.
- I jak Niall? - spytał Liam.
- Nareszcie kurwa spokój. - wyrzucił z siebie blondyn.
- To z nowymi siłami wkraczamy w trasę? - krzyknął Lou z piwem w ręku.
- No jasne! - odkrzyknął Niall podnosząc swoje piwo, w tym momencie zauważyłam że zachowanie chłopaka zmieniło się o 180 stopni.
- Ale tym razem z powiększonym o Emi składem! - dorzucił Harry.
- Za trasę! - krzyknął Niall i wszyscy upiliśmy trochę naszych napojów.
Była już 2.00 w nocy, a ja byłam w połowie czwartego zabójczego drinka i dosłownie buzowała we mnie energia, nawet śmiałam się z nieśmiesznych żartów Harrego i praktycznie ze wszystkiego co mówił Lou. Jedyną chyba trzeźwą osobą był Liam który śmiał się, ale chyba z naszego zachowania. W pewnym momencie gdy poszło hasło "wracamy do domu" ja i Niall zaczęliśmy się stawiać, blondyn parsknął śmiechem i przybił mi piątkę, w chwili gdy Harry i reszta ruszyli w stronę wyjścia, Niall przerzucił mnie przez ramię i zaczął praktycznie biec w innym kierunku, patrząc na niego nigdy nie pomyślałabym że ten chłopak ma tyle siły, śmiałam się ile sił w płucach dopóki Niall nie posadził mnie na stołku barowym po drugiej stronie lokalu. Niestety nie minęło 15 min gdy Harry nas znalazł i tym razem on przerzucił mnie sobie przez ramię, wisiałam grzecznie jednak minę miałam jak naburmuszona 5 latka z czego przez cały czas śmiał się Niall idący tuż za nami. Harry wpakował mnie do vana, a ja położyłam się na jego kolanach zmęczona jak nigdy i odpłynęłam. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ta dam :D
Jest i kolejny rozdział SoF po tygodniowej przerwie :3
Może życie straciło sens bo skończyło się BIAS ;(
Zapraszam na YAMT moje drugie ff :D

niedziela, 7 lutego 2016

4. Widzisz tą blondynkę z nim?


 

Obudziłam się wyspana i co dziwniejsze w swoim łóżku, musiał mnie ktoś przenieść bo ostatnie co pamiętam to film i wygodna kanapa. Przebrałam się w jeansowe szorty i czarny crop top, wyszłam ze swojego pokoju spotykając się z głuchą ciszą. Poszłam do kuchni gdzie na stole znalazłam miskę i pudełko płatków do którego była przyczepiona karteczka „ Jesteśmy w studiu, wrócimy koło 16.00. Dziś idziemy na imprezę ;) H.”. Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam mleko z lodówki, po czym zrobiłam sobie śniadanie i je szybko zjadłam. Wykonałam też szybki telefon do mamy, aby się nie martwiła bo Harry się mną dobrze opiekuje. Rozmyślając co mogę porobić wpadłam na pomysł pogrania na playstion, ten chłopak ma chyba większość dostępnych gier! Od gier odkleiłam się dopiero koło 15.00, chłopaki mają wrócić za jakąś godzinę, postanowiłam zrobić im obiad. Kuchnia mojego kuzyna okazała się być nieźle wyposażona, obrałam ziemniaki i pokroiłam żeby następnie je opiec, do tego grillowany kurczak i sałatka. Rozstawiłam talerze, sztućce i szklanki na stole, przełożyłam kawałki kurczaka na półmisek, a opiekane ziemniaki rozłożyłam wprost na talerze, obok postawiłam miskę z sałatką.

- Emi?! – usłyszałam donośny głos Harrego.

- W kuchni! – krzyknęłam.

- Jak coś zajebiście pachnie. – skomentował Lou.

- Harry znowu zatrudniłeś Lucy? – spytał Liam.

- Co? Nie, od ostatniej trasy gotuję sam. – oburzył się i słyszałam szybkie kroki w stronę kuchni. – Emi? Co Ty zrobiłaś?

- Obiad. – zaśmiałam się – Nie miałam co robić i pomyślałam, że wrócicie głodni ze studia.

- Nie pamiętam kiedy ostatnio jadłem domowy obiad. – wparował do kuchni Louis, od razu zajmując miejsce przy stole.

Zjedliśmy obiad w miłej atmosferze, chłopcy byli na tyle uprzejmi że posprzątali po posiłku. Potem zostałam poinformowana dokładnie o planach na dzisiejszy wieczór i mam się o nic nie martwić bo bez problemu wpuszczą mnie do klubu. Byłam bardziej niż podekscytowana moją pierwszą imprezą w Londynie i to ze sławnymi chłopakami. Poszłam do swojego pokoju bo Liam znalazł mecz w telewizji i oczywiście cała czwórka właśnie bezmyślnie wgapia się w ekran, ułożyłam się na kanapie i włączyłam swój telewizor. Nie mam pojęcia kiedy przysnęłam, ale obudził mnie Lou szarpiąc moje ramię.

- Emi wstawaj, masz jakąś godzinę żeby ogarnąć się na imprezę. – mówił dalej próbując mnie dobudzić.

- Już, już. – próbowałam go zbyć.

- No właśnie już. – mówiąc to wziął mnie na ręce i postawił przed łazienką.

- Okej zrozumiałam. – burknęłam.

- Idź się ogarniaj, a ja przygotuję Ci jakieś ciuszki. – powiedział Lou zacierając ręce, okej to może być śmieszne.

Wykąpałam się, wysuszyłam włosy i ubrałam szlafrok, wyszłam z łazienki i zobaczyłam że Lou siedzi przy moim pudełku z biżuterią. Gdy mnie zobaczył szeroko się uśmiechnął i wręczył mi ubrania, wróciłam do łazienki i przebrałam się, muszę przyznać że chłopak ma dobry gust wybrał jeansową, rozkloszowaną spódnicę do połowy uda, białą lekko prześwitującą koszulę na grubych ramiączkach z czarnym kołnierzykiem i czarną marynarkę z rękawem ¾, wszystko było w miarę eleganckie, ale jednocześnie wygodne. Wyszłam z łazienki, a Lou zlustrował mnie i szeroko się uśmiechnął.

- No Emi wszyscy faceci w klubie Twoi. – skomentował, na co się zaśmiałam.

- Jedziemy od razu od Harrego? – spytałam.

- Musimy zajechać po Liama i Nialla bo pojechali do domów się ogarnąć. – wzruszył ramionami.

Założyłam jeszcze bransoletkę i kolczyki, po czym zrobiłam makijaż – trochę mocniejszy niż na co dzień, podkreśliłam oko grubą kreską i dokładnie wytuszowałam rzęsy. Odpuściłam buty na obcasie bo nie wytrzymam w nich tak długo, zamiast nich założyłam czarne balerinki i byłam gotowa do wyjścia. Na przedpokoju w lustrze zrobiłam sobie zdjęcie, ale nie obeszło by się bez wkroczenia Harrego i Lou do akcji, z jednego zdjęcia zrobiło się dwadzieścia. W końcu zjechaliśmy do garażu, tym razem czekał na nas nieduży van zamiast czarnego Range Rovera, z tyłu było miejsce dla sześciu osób. Usiadłam, przodem do kierunku jazdy razem z Harrym, a Lou naprzeciwko nas. Chwilę później odebraliśmy Liama który usiadł koło Lou, a potem Nialla który miał widocznie kiepski humor, ale usiadł obok mnie i całą drogę wpatrywał się w okno co nie umknęło mojej uwadze, nie znamy się na tyle dobrze żebym zaczynała temat, więc od razu odpuściłam. Po 15 min byliśmy już pod klubem, weszliśmy od razu bez kolejki i sprawdzania, wyglądał na porządny cieszę się że Louis wybrał moje ubrania który idealnie tam pasowały. Usiedliśmy w loży, a po chwili zamówiliśmy napoje, dostałam pysznego drinka arbuzowego. Rozmawiałam z Harrym który rzucał kiepskimi dowcipami które były tak denne że aż śmieszne, spojrzałam na resztę Lou i Liam rozmawiali z Soph – dziewczyną Liama która swoją drogą jest bardzo miła, Niall siedział sam popijając piwo. Chciałam go zagadać, ale w tym momencie Lou i Hazz wyciągnęli mnie z loży i zaprowadzili na parkiet, świetnie się z nimi bawiłam czułam jakbyśmy się znali dobrych kilka lat, a nie kilka dni. Nie spuszczali ze mnie oka i umilali czas swoim towarzystwem, spojrzałam w stronę loży i zobaczyłam że Niall siedzi tam z nieznaną mi blondynką, a jego mina pokazuje że nie podoba mu się towarzystwo dziewczyny. Postanowiłam że zapytam o to Harrego.

- Co jest Niallowi? Nie widać żeby dobrze się bawił. – powiedziałam.

- Widzisz tą blondynkę z nim? – spytał na co przytaknęłam – To Lea, jest modelką i Modest mimo oporu Nialla kazał im udawać parę. Dziewczyna jest strasznie namolna, są „razem” – tu pokazał cudzysłów palcami – od 3 miesięcy, ale na szczęście tydzień przed wyjazdem w trasę ma być wielkie zerwanie. Horan strasznie się zmienił przez to, mam nadzieję że wróci do żywych.

- A jakby się nie zgodził na ich pomysł?

- Rozwiązaliby umowę z nim i pożegnałby się z zespołem. – westchnął Harry, a mi zrobiło się cholernie żal blondyna, zobaczyłam że siedzi znów sam więc postanowiłam usiąść z nim.

Po kiepskim początku rozmowy i kilku drinkach w moim wypadku i piwach w jego, siedzieliśmy w loży śmiejąc się w najlepsze. Niall to świetny chłopak z milionem pomysłów na minutę, opowiadał mi jakie to żarty robią sobie z chłopakami w trasie i jak to było gdy mieszkali jeszcze razem. Nim się obejrzeliśmy była już 3.00 nad ranem i postanowiliśmy się zebrać, najpierw odwieźliśmy Lou który był dość mocno wstawiony i żegnając się ze mną nie chciał wypuścić mnie z uścisku co bardzo mnie rozbawiło, ale w końcu udało nam się go odtransportować do mieszkania. Kolejny był Niall, na szczęście nie był tak pijany jak Lou, podał rękę Harremu i przytulił mnie co było miłe z jego strony. Zanim my dotarliśmy do mieszkania było w pół do czwartej, od razu poszłam do łazienki, zmyłam makijaż i wzięłam szybki prysznic. Przebrałam się w piżamę i wskoczyłam do miękkiego łóżka, chwilę rozmyślałam o dzisiejszym dniu i o sytuacji Irlandczyka, może Hazz ma racje - rozstanie się z tą dziewczyną i chodź trochę poczuje się lepiej. Z takimi myślami zapadłam w głęboki sen.
 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~^
Wracam do Was w sobotę :3 13 lutego
Tymczasem zaskoczcie mnie wyświetleniami ❤