Obudziłam się wyspana i co dziwniejsze w swoim łóżku, musiał
mnie ktoś przenieść bo ostatnie co pamiętam to film i wygodna kanapa. Przebrałam
się w jeansowe szorty i czarny crop top, wyszłam ze swojego pokoju spotykając
się z głuchą ciszą. Poszłam do kuchni gdzie na stole znalazłam miskę i pudełko
płatków do którego była przyczepiona karteczka „ Jesteśmy w studiu, wrócimy
koło 16.00. Dziś idziemy na imprezę ;) H.”. Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam
mleko z lodówki, po czym zrobiłam sobie śniadanie i je szybko zjadłam.
Wykonałam też szybki telefon do mamy, aby się nie martwiła bo Harry się mną
dobrze opiekuje. Rozmyślając co mogę porobić wpadłam na pomysł pogrania na
playstion, ten chłopak ma chyba większość dostępnych gier! Od gier odkleiłam
się dopiero koło 15.00, chłopaki mają wrócić za jakąś godzinę, postanowiłam
zrobić im obiad. Kuchnia mojego kuzyna okazała się być nieźle wyposażona, obrałam
ziemniaki i pokroiłam żeby następnie je opiec, do tego grillowany kurczak i
sałatka. Rozstawiłam talerze, sztućce i szklanki na stole, przełożyłam kawałki
kurczaka na półmisek, a opiekane ziemniaki rozłożyłam wprost na talerze, obok
postawiłam miskę z sałatką.
- Emi?! – usłyszałam donośny głos Harrego.
- W kuchni! – krzyknęłam.
- Jak coś zajebiście pachnie. – skomentował Lou.
- Harry znowu zatrudniłeś Lucy? – spytał Liam.
- Co? Nie, od ostatniej trasy gotuję sam. – oburzył się i
słyszałam szybkie kroki w stronę kuchni. – Emi? Co Ty zrobiłaś?
- Obiad. – zaśmiałam się – Nie miałam co robić i pomyślałam,
że wrócicie głodni ze studia.
- Nie pamiętam kiedy ostatnio jadłem domowy obiad. –
wparował do kuchni Louis, od razu zajmując miejsce przy stole.
Zjedliśmy obiad w miłej atmosferze, chłopcy byli na tyle
uprzejmi że posprzątali po posiłku. Potem zostałam poinformowana dokładnie o
planach na dzisiejszy wieczór i mam się o nic nie martwić bo bez problemu
wpuszczą mnie do klubu. Byłam bardziej niż podekscytowana moją pierwszą imprezą
w Londynie i to ze sławnymi chłopakami. Poszłam do swojego pokoju bo Liam
znalazł mecz w telewizji i oczywiście cała czwórka właśnie bezmyślnie wgapia
się w ekran, ułożyłam się na kanapie i włączyłam swój telewizor. Nie mam pojęcia
kiedy przysnęłam, ale obudził mnie Lou szarpiąc moje ramię.
- Emi wstawaj, masz jakąś godzinę żeby ogarnąć się na
imprezę. – mówił dalej próbując mnie dobudzić.
- Już, już. – próbowałam go zbyć.
- No właśnie już. – mówiąc to wziął mnie na ręce i postawił
przed łazienką.
- Okej zrozumiałam. – burknęłam.
- Idź się ogarniaj, a ja przygotuję Ci jakieś ciuszki. –
powiedział Lou zacierając ręce, okej to może być śmieszne.
Wykąpałam się, wysuszyłam włosy i ubrałam szlafrok, wyszłam
z łazienki i zobaczyłam że Lou siedzi przy moim pudełku z biżuterią. Gdy mnie
zobaczył szeroko się uśmiechnął i wręczył mi ubrania, wróciłam do łazienki i
przebrałam się, muszę przyznać że chłopak ma dobry gust wybrał jeansową,
rozkloszowaną spódnicę do połowy uda, białą lekko prześwitującą koszulę na
grubych ramiączkach z czarnym kołnierzykiem i czarną marynarkę z rękawem ¾,
wszystko było w miarę eleganckie, ale jednocześnie wygodne. Wyszłam z łazienki,
a Lou zlustrował mnie i szeroko się uśmiechnął.
- No Emi wszyscy faceci w klubie Twoi. – skomentował, na co
się zaśmiałam.
- Jedziemy od razu od Harrego? – spytałam.
- Musimy zajechać po Liama i Nialla bo pojechali do domów
się ogarnąć. – wzruszył ramionami.
Założyłam jeszcze bransoletkę i kolczyki, po czym zrobiłam
makijaż – trochę mocniejszy niż na co dzień, podkreśliłam oko grubą kreską i
dokładnie wytuszowałam rzęsy. Odpuściłam buty na obcasie bo nie wytrzymam w
nich tak długo, zamiast nich założyłam czarne balerinki i byłam gotowa do
wyjścia. Na przedpokoju w lustrze zrobiłam sobie zdjęcie, ale nie obeszło by
się bez wkroczenia Harrego i Lou do akcji, z jednego zdjęcia zrobiło się
dwadzieścia. W końcu zjechaliśmy do garażu, tym razem czekał na nas nieduży van
zamiast czarnego Range Rovera, z tyłu było miejsce dla sześciu osób. Usiadłam,
przodem do kierunku jazdy razem z Harrym, a Lou naprzeciwko nas. Chwilę później
odebraliśmy Liama który usiadł koło Lou, a potem Nialla który miał widocznie
kiepski humor, ale usiadł obok mnie i całą drogę wpatrywał się w okno co nie
umknęło mojej uwadze, nie znamy się na tyle dobrze żebym zaczynała temat, więc
od razu odpuściłam. Po 15 min byliśmy już pod klubem, weszliśmy od razu bez
kolejki i sprawdzania, wyglądał na porządny cieszę się że Louis wybrał moje
ubrania który idealnie tam pasowały. Usiedliśmy w loży, a po chwili zamówiliśmy
napoje, dostałam pysznego drinka arbuzowego. Rozmawiałam z Harrym który rzucał
kiepskimi dowcipami które były tak denne że aż śmieszne, spojrzałam na resztę
Lou i Liam rozmawiali z Soph – dziewczyną Liama która swoją drogą jest bardzo
miła, Niall siedział sam popijając piwo. Chciałam go zagadać, ale w tym
momencie Lou i Hazz wyciągnęli mnie z loży i zaprowadzili na parkiet, świetnie
się z nimi bawiłam czułam jakbyśmy się znali dobrych kilka lat, a nie kilka
dni. Nie spuszczali ze mnie oka i umilali czas swoim towarzystwem, spojrzałam w
stronę loży i zobaczyłam że Niall siedzi tam z nieznaną mi blondynką, a jego
mina pokazuje że nie podoba mu się towarzystwo dziewczyny. Postanowiłam że
zapytam o to Harrego.
- Co jest Niallowi? Nie widać żeby dobrze się bawił. –
powiedziałam.
- Widzisz tą blondynkę z nim? – spytał na co przytaknęłam –
To Lea, jest modelką i Modest mimo oporu Nialla kazał im udawać parę.
Dziewczyna jest strasznie namolna, są „razem” – tu pokazał cudzysłów palcami –
od 3 miesięcy, ale na szczęście tydzień przed wyjazdem w trasę ma być wielkie
zerwanie. Horan strasznie się zmienił przez to, mam nadzieję że wróci do
żywych.
- A jakby się nie zgodził na ich pomysł?
- Rozwiązaliby umowę z nim i pożegnałby się z zespołem. –
westchnął Harry, a mi zrobiło się cholernie żal blondyna, zobaczyłam że siedzi
znów sam więc postanowiłam usiąść z nim.
Po kiepskim początku rozmowy i kilku drinkach w moim wypadku
i piwach w jego, siedzieliśmy w loży śmiejąc się w najlepsze. Niall to świetny
chłopak z milionem pomysłów na minutę, opowiadał mi jakie to żarty robią sobie
z chłopakami w trasie i jak to było gdy mieszkali jeszcze razem. Nim się
obejrzeliśmy była już 3.00 nad ranem i postanowiliśmy się zebrać, najpierw
odwieźliśmy Lou który był dość mocno wstawiony i żegnając się ze mną nie chciał
wypuścić mnie z uścisku co bardzo mnie rozbawiło, ale w końcu udało nam się go
odtransportować do mieszkania. Kolejny był Niall, na szczęście nie był tak
pijany jak Lou, podał rękę Harremu i przytulił mnie co było miłe z jego strony.
Zanim my dotarliśmy do mieszkania było w pół do czwartej, od razu poszłam do
łazienki, zmyłam makijaż i wzięłam szybki prysznic. Przebrałam się w piżamę i
wskoczyłam do miękkiego łóżka, chwilę rozmyślałam o dzisiejszym dniu i o
sytuacji Irlandczyka, może Hazz ma racje - rozstanie się z tą dziewczyną i
chodź trochę poczuje się lepiej. Z takimi myślami zapadłam w głęboki sen.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~^
Wracam do Was w sobotę :3 13 lutego
Tymczasem zaskoczcie mnie wyświetleniami ❤
Wow ten rozdz jest super i ten pomysł z obiadem super czekam na next tylko szkoda że nast rozdz jest dopiero w sobotę bo niedługo będzie koniec ferii
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać nexta <3
OdpowiedzUsuń